„ Polsko! Macierzy nasza uwielbiana
Gdzie Twoje granice, gdzie się zaczynasz?
W naszej mowie ukochanej?
W naszych sercach, w naszym śpiewie?
Czy w pacierzu co uczyły go nas matki?”

                Eugenia Adamowicz Datnowo – Litwa

 

„Nie ten Polak, który Polski szuka, ale ten, który Jej strzeże”- te słowa po raz pierwszy usłyszałam w Wilnie, od jego mieszkanki w Święto Matki Boskiej Ostrobramskiej. Potem odnajdywałam je w książkach, a we wrześniu 2017 roku powróciły do mnie w Hodyszewie,  wraz z Polakami z Jaszun. Te słowa charakteryzują Polaków, którzy pozostali na swojej ukochanej ziemi  Kresów II Rzeczypospolitej. Najstarsi z nich mówią, jak trudno im było zrozumieć, wówczas małym dzieciom, wojennym  dzieciom, że pewnego dnia obudzili się już nie w Polsce, ale w Związku Radzieckim. Nie rozumieli, dlaczego nie mogą już w swoim polskim języku mówić w szkole, że muszą uczyć się rosyjskiego, że trzeba ukrywać się ze wszystkim co jest polskie, ze wspomnieniami, bajkami, mową ojczystą. Ich Polskę zamknięto w domach, w modlitwie, dorocznych świętach, czasem pogawędkach sąsiedzkich. Niektórzy nie wytrzymywali i  wyjeżdżali do Polski Ludowej w ramach tzw. repatriacji.

Stanisława, wówczas pięciolatka, opowiada, że  jej rodzice, przygotowali wszystko, dokumenty, dobytek. Do wyjazdu nie doszło. „Tatuś zmarł. Została Mamusia z siódemką dzieci. Była straszna bieda i lęk.” Dziś po raz pierwszy przyjechała do Polski. Nie umie ukryć swojego wzruszenia.  Jakie ma marzenia? Jeszcze raz w życiu odwiedzić Ojczyznę, która jest piękna i wspaniała. I jeszcze, chce przywiedź starszą siostrę, która też nigdy nie była w Polsce. Ilu jest jeszcze naszych Rodaków, którzy  nie byli w Macierzy. Strzegą  swojej Polski, w której wyrośli, własnego domu, mowy, kawałka ojcowizny.

Danuta wspomina z rozrzewnieniem swojego Dziadunia, który miał w domu stare książki i mapę na całą ścianę. Uczuł ją rozpoznawać różne państwa, miasta, rzeki. Pokazywał gdzie leżą na mapie, opowiadał historię Polski, śpiewał polskie piosenki, wspominał   Piłsudskiego. Musiała tylko przysiąc, że nigdy nikomu o tym nie powie, a szczególnie w szkole. Chociaż groziły represje, dziadunio zawsze wywieszał polską flagę na 3-go Maja. Bardzo go uradowała, kiedy zaczęła grać na akordeonie polonezy i mazury. Drogo kosztował instrument. Tatuś zapożyczył się, ale kupił. Z Wilna jechał dwa dni, taka była śnieżyca.

Pozostali mówią ostrożnie, niechętnie. Boją się rozpoznania, odrzucenia, krytyki, a może represji. Od dziecka uczyli się ukrywać swoją polskość, swoją religię. Dzisiaj czasem powracają lęki. A może subtelność, delikatność nie pozwalają absorbować innych swoją historią. Czas odzyskania przez Litwę niepodległości, nie wszystkim przyniósł ulgę i wyzwolenie. W większości Polacy znali z domu język polski, ze szkoły, rosyjski. Straszono ich, że nigdy z nikim się nie dogadają, bo nie rozmawiają po litewsku.

Z przykrościami spotkały się Grażyna i Anna pracujące w biurach, uczelniach, bankach,  otwarcie deklarujące swoje polskie pochodzenie. Koledzy Litwini donosili na nie, skarżąc się do szefów, że obsługują klientów w języku polskim. Opowiadają, że z większą życzliwością spotykały się ze strony swoich przełożonych, którzy doceniali ich znajomość języka polskiego, rosyjskiego, angielskiego. Było to korzystne z punktu widzenia firmy.

Jest wieczór, grają świerszcze, szumi woda w fontannie. Wieczór w Hodyszewie. Płyną opowieści, wspomnienia lat młodości, wspomnienia o rodzicach,  o wspaniałościach Polski przedwojennej i współczesnej. Ludwika opowiada swoje przeżycia.

Pewnego razu przeczytała w polskiej gazecie „Czerwony Sztandar” prośbę Sergiusza z Kalinina o podręczniki i słowniki do nauki języka polskiego. Zdobyła je i wysłała Sergiuszowi. On odpisał z zapytaniem czy jest Polką litewską, czy Litwinką polskiego pochodzenia. Pierwszy raz w życiu ktoś jej zadał takie pytanie. Dotąd ona, jej rodzeństwo i znajomi mówili, że są Polakami i kropka. Gdy bracia Litwini pytali, skąd oni tu na Wileńszczyźnie znaleźli się, odpowiadali, że z dziada, pradziada tu mieszkają. Po odzyskaniu niepodległości przez Litwę te pytania padają częściej i bardziej bolą.

Ludwika uśmiecha się wtedy i mówi, że pochodzi z Wielkiego Księstwa Litewskiego. Taka odpowiedź zamyka usta.

Teofila spotkała na drodze kobietę, która o coś ją niewyraźnie zapytała. Zwróciła się do niej po rosyjsku z prośbą o powtórzenie pytania. Kobieta uniosła się i zaczęła krzyczeć, że skoro mieszka na Litwie, powinna mówić po litewsku. Teofila ripostowała w języku litewskim: „Idziesz po polskiej ziemi i chcesz, żebym ja rozmawiała z Tobą po litewsku. Przecież tutaj mieszkają w większości Polacy z dziada, pradziada.”

hociaż nie wszystkim Litwinom podobają się Polacy, to muszą pogodzić się z faktem, że są i będą ich  sąsiadami.

Kończę słowami poety z Wilna,  Henryka Mażula.

Na klęczkach bym ku Polsce ruszył
Poprzez kolczaste druty granic,
Gdyby nie Wilno, które z duszy
Nie da się wykołować za nic.

Myślami zdążam więc za Grodno
A sam wsłuchany w Willi poszum
Wraz z Ostrobramską w parze zgodnej
Za dwie  Ojczyzny modły wznoszę.